Sławski Festiwal Triathlonu 23.07.2017

23 lipca, razem z Marią wystartowaliśmy w Sławskim Festiwalu Triathlonu, który odbywał się na nietypowym dystansie, pierwszy raz w Polsce, czyli 1/3 IRONMANA (1266m-60km-14,065km). Maria wśród kobiet zajęła 3 miejsce, natomiast ja zająłem 4 miejsce po dużych przygodach, ale o tym za chwilę :).

 

Na pływaniu czułem się dobrze i razem z Markiem Jaskółką, który przyjechał do Sławy prowadziliśmy pływanie. Od połowy dystansu ja płynąłem mu już w nogach, gdyż wiedziałem, że na rower będę musiał zachować jak najwięcej sił. Po wyjściu z wody zrobiłem szybki dobieg i zmianę i zyskałem kilkunasto sekundową przewagę nad Markiem, Filipem Przymusińskim i Sebastianem Najmowiczem. Dojechali mnie na 3km i jako drugi za Sebastianem jechałem do 40km. Potem na prowadzenie wyszedł Marek Jaskółka i narzucił dosyć mocne tempo, jednak tego dnia czułem się bardzo dobrze i spokojnie wytrzymałem ten atak. Wiedziałem, że wszystko rozstrzygnie bieg. Po ostatnich startach czułem się już mocniejszy na biegu więc wiedziałem, że najgroźniejszym rywalem będzie Marek. Zrobiłem szybką drugą zmianę i pierwszy wyskoczyłem na bieg. Prowadziłem do ok 1,5km, potem dobiegł do mnie Sebastian, a za chwilę Marek. Sebastian narzucił mocne tempo i musiałem lekko odpuścić. Mieliśmy 3 rundy do pokonania. Na drugą rundę wybiegłem jako trzeci, ale już w połowie dogoniłem Sebastiana, który lekko zaczął zwalniać. Przed sobą widziałem już tylko Marka. Pod koniec drugiego kółka już zacząłem się do niego zbliżać, miałem 10 sekund straty i nagle jak grom z jasnego nieba złapał mnie skurcz w dwugłowy uda. Próbowałem rozciągnąć ale to nic nie dawało. Minął mnie Sebastian, potem Filip Przymusiński. Już miałem schodzić z trasy bo skurcz był tak silny, że nie mogłem zrobić kroku. Przypomniało mi się wtedy, że mam żelka (spring) w kieszeni i go zjadłem. Dosłownie po 10 sekundach mogłem znów biec. Tutaj morał tej historii, że po prostu przeliczyłem się z siłami i nie zjadłem żelka wcześniej, wtedy kiedy powinienem i po prostu brakło mi energii. Polecam Wam te żelki, mają one naturalne składniki, które super się wchłaniają i nie ma po nich żadnych rewolucji żołądkowych. Na trzeciej rundzie goniłem co sił. Miałem stratę około 45 sekund do Sebastiana i Filipa, a ponad 1:10 do Marka. Na końcowce biegu już widziałem Sebastiana, zaatakowałem, jednak on się obejrzał i odparł mój atak. Zabrakło trochę metrów chociaż do pudła, bo 11 sekund do Sebastiana i 17 do Filipa. Do Marka straciłem 49 sekund. No cóż, taki jest sport, że czasami bardzo dobra sytuacja przeradza się w koszmar jak w moim przypadku, ale to wszystko spowodowane błędem żywieniowym. Zapamiętam tą lekcję do końca życia, a Wy wyciągajcie wnioski z takich historii i pamiętajcie o odpowiednim odżywieniu na trasie na dłuższych dystansach, gdyż paliwo jest bardzo ważne.

Maria pierwszy raz startowała na tak długim dystansie i poradziła sobie bardzo dobrze. Pierwsza wyszła z wody, na rowerze do 50km jechała jako druga z niewielką stratą do Moniki Smaruj, jednak ostatnie 10km już jej było ciężko. Na biegu jej zadaniem było po prostu przebiec. Poradziła sobie z tym dystansem i zajęła bardzo dobre 3 miejsce. Wygrała Marta Łagownik, a druga była Monika Smaruj.

 

W starcie sprinterskim brał udział również mój podopieczny Marcin Idkowiak, który zajął bardzo dobrą 6 lokatę Open i pierwsze miejsce w swojej kategorii wiekowej. Ogromne gratulacje 🙂

Zapraszam na obejrzenie wyników ze Sławy.

Najbliższy nasz start to Puchar Polski w Blachowni k/Częstochowy 30 lipca na dystansie sprinterskim. Trzymajcie za nas kciuki 😉

 

Opublikowano